Zaczynam pamiętać Maddie i naprawdę nie chciałbym

  • David White
  • 0
  • 1426
  • 462

Przeczytaj część pierwszą tutaj
Przeczytaj część drugą tutaj


Obudziłem się w wynajętym łóżku, krzycząc do wschodzącego świtu. Znowu był poranek. Usiadłem i potarłem twarz, próbując odpędzić wspomnienia, które nawiedziły moją noc. Nie ma takiego szczęścia. Podobnie jak inne, ta pamięć pozostała.

Maddie była mordercą, 14-letnią rozwijającą się seryjną mordercą. Nie miałem jeszcze przed sobą wszystkich faktów, ale o ile wiedziałem, przygotowywała mnie na to samo. Na szczęście jej plan się nie powiódł. Nadal nie wiedziałem, co się z nią stało po tamtej nocy ani dlaczego nie pamiętałem tego, aż do powrotu do miasta, w którym to wszystko się wydarzyło. Źle się czuję. Mój umysł był zlepkiem strasznych obrazów i pytań, na które nie ma odpowiedzi.

W końcu potknąłem się po schodach do kuchni, żeby zrobić dzbanek kawy, której nie chciałem specjalnie pić. Mój dzień musiał się w końcu zacząć i było coś do zrobienia. Zmierzyłem wodę, rozprowadziłem fusy do filtra i uruchomiłem maszynę. Prosta procedura, która niewiele odciągnęła mnie od rzeczy.

Czekając, aż kawa się zaparzy, siedziałem na kuchennej wyspie, wpatrując się w dal, jakby oszołomiony. Co miałem zrobić? Czy powinienem zgłosić to na policję? Jak mogłem wyjaśnić to, czego sam nie do końca zrozumiałem? Powinienem po prostu wyjść?

To była atrakcyjna opcja, z wyjątkiem tego, że praca, która mnie tu sprowadziła, była niekompletna i nie radziłem sobie zbyt dobrze z tego rodzaju niepowodzeniem. Miało to być proste, nieskomplikowane zlecenie z hojną wypłatą na koniec. Mimo to prawdopodobnie miałem wystarczająco dużo zdjęć referencyjnych, aby dokończyć pracę w domu. Prawdopodobnie. Nie byłam taka pewna, czy zniosę spojrzenie na inną stodołę w dającej się przewidzieć przyszłości.

Kiedy ekspres do kawy gulgotał, pajęczyny powoli usuwały się z mojego mózgu i po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak w domu. Atmosfera się zmieniła i bez powodu, którego nie potrafiłem dokładnie określić, zacząłem się bać. Nie sam. Nie potrafiłem powiedzieć dlaczego.

Chwytając nóż z kuchennych drzwi, którego w żaden sposób nie byłem przygotowany, patrolowałem parter w poszukiwaniu wszystkiego, co wydawało się nieudane. Oba drzwi były zamknięte i nie mogłem wykryć żadnego śladu włamania. Okna również były zamknięte, a żadne z nich nie było rozbite. Nie brakowało niczego, nie widziałem błotnistych śladów ani krwawych odcisków dłoni. Nic złowrogiego do zgłoszenia. To było dziwne.

Uznałem, że po nocy złych snów czuję paranoję i wróciłem do kuchni na kawę i bajgla. Wtedy to zobaczyłem. Tam na ladzie gazeta. Miałem ich mnóstwo do lekkiego czytania i używania jako ściereczek, ale oczywiście wszystkie były nowe. Gazeta leżąca na blacie była żółta od starości, praktycznie stara. Rozejrzałem się, krzywiąc się. Ktoś go tu zostawił, ale dlaczego?

Po raz kolejny zapomniałem o kawie, złapałem papier i przeskanowałem go w poszukiwaniu tajemnic, które zawierał. To była lokalna gazeta The Belleville Republican. Był to 25 października 1992 roku. W tym roku skończyłem pięć lat. Do tego czasu już byśmy się wyprowadzili, ale ledwo.

Nie musiałem długo skanować, aby znaleźć to, czego szukałem, był to nagłówek banera. Brzmiało następująco:

Ghul Belleville został schwytany!

Poniżej znajdowało się zdjęcie kilku ponurych policjantów wyciągających z domu brudnego i zdezorientowanego mężczyznę. Gapiłem się na mężczyznę przez kilka minut, ale nie przywołał żadnych wspomnień, uczciwych ani wulgarnych. Zupełnie obcy. Mimo to połączenie wydawało się oczywiste. Przeczytałem załączony artykuł.

BELLEVILLE - Ostatniej nocy, o 19:14 policja zatrzymała Erica Jamesa Gundersona, porzuconego. Gunderson został wskazany jako podejrzany w związku z zabójstwem trzech chłopców w wieku od pięciu do ośmiu lat. Miasto zostało wstrząśnięte do głębi w zeszły czwartek po dokładnym przeszukaniu miasta Belleville i okolic, w wyniku czego policyjne ogary ostatecznie zlokalizowały zwłoki trzech młodych ludzi. Wszyscy trzej zostali pochowani w płytkich grobach w klepisku w opuszczonej stodole tuż przy Country Road 3356. Do horroru i tragedii dołączyła wiadomość, że wszystkie trzy ciała wykazały dowody na częściowe pożarcie podczas sekcji zwłok. Wszystkie trzy ciała wykazały również dowody tortur, zanim ostatecznie uległy obrażeniom. Tak zwany ghul z Belleville najwyraźniej zwabił całą trójkę dzieci na miejsce, ponieważ sama broń morderstwa wydawała się być improwizowana z łatwo dostępnych narzędzi rolniczych. Głośne publiczne oburzenie, po którym szybko nastąpiło zaniepokojenie rodziców i oburzonych mieszkańców Belleville i okolicznych miasteczek, zażądało od policji znalezienia i zatrzymania tego diabelskiego mordercy, zanim będzie mógł ponownie zabić. Pośpiesznie wprowadzono godzinę policyjną i przez ostatni tydzień znajomy widok dzieci bawiących się bez opieki na ulicach i lasach zdawał się należeć do przeszłości. Na szczęście anonimowa wskazówka doprowadziła policję do opuszczonego domu wiejskiego niedaleko miejsca morderstwa, gdzie tymczasowy Gunderson najwyraźniej kucał przez nieznany okres. W jego rzeczach znaleziono parę bielizny zidentyfikowanej jako należąca do jednego z zabitych dzieci. Podczas przesłuchania Gunderson zaprzeczył jakiejkolwiek wcześniejszej wiedzy o morderstwach i nie mógł wyjaśnić, dlaczego posiadał odzież. Jednak sprawdzenie przeszłości Gundersona ujawniło, wśród wielu zarzutów włóczęgostwa i publicznego odurzenia, zarzut znęcania się nad dziećmi sprzed piętnastu lat. Ofiarą był jego własny syn, mieszkający teraz z matką w Tuscon, AZ. Policja w Belleville wydała następujące oświadczenie: (ciąg dalszy na stronie szóstej)

Otworzyłem artykuł, aby znaleźć resztę artykułu, ale okazało się to niepotrzebne. Prawdziwa wiadomość, ta, którą miałem znaleźć, wypadła z papieru na podłogę. Złapałem go z płytki i znalazłem zaadresowany prosto do Jasio. Rozłożyłem go i przeczytałem wiadomość w środku.

Drogi Johnny,

Hej dzieciaku. Dobrze cię znowu widzieć, nawet jeśli jeszcze mnie nie widziałeś. Hehe. Tęskniłem za tobą przez te wszystkie lata i chciałem, żebyś wiedział, że nie winię cię za to, co się stało. Zacznijmy od nowa. „Ghul z Belleville!” Całkiem fajny pseudonim, co? Nie mam takiego w dzisiejszych czasach, pseudonimy są dla nieostrożnych i za dużo się poruszam. Ale pilnowałem mojego młodszego braciszka i kiedy dowiedziałem się, że wracasz do Belleville, wiedziałem, że ja też muszę wrócić. Czy już wszystko pamiętasz? Wiem, jak niestrudzenie mama, tata i ich psychiatra starali się wymazać mnie z twojej pamięci. Pieprzyć ich! Myślę, że nadszedł czas na zjazd starego klubu, prawda? Wciąż nie zostałeś jeszcze właściwie zainicjowany, a jaki przykład może dać wiceprezydentowi? Zejdź do klubu, kiedy będziesz gotowy. Aha, i dzieciaku? Nie myśl o tym, jak zabrać ze sobą towarzystwo. Nie chciałbym, żeby ten musiał umrzeć bez ciebie.

Miłość, Maddie (twoja wyimaginowana przyjaciółka! Haha)

Upuściłem list na podłogę u moich stóp i siedziałem tam przez długi czas, zastanawiając się, co mam zrobić. Nie wątpiłam, że ktoś taki jak Maddie znajdzie sposób, by skłonić mnie do upadku za jej zbrodnie, nawet z tym listem, który był zasadniczo podpisanym zeznaniem. Maddie została prawie wymazana z historii, żyjąc poza siecią przez dziesięciolecia. Moi rodzice, do cholery, pomogli jej wraz ze swoją rewizjonistyczną historią. Była przysłowiowym jednorękim mężczyzną.

O ile mieszkańcy miasta wiedzieli, byłem jedynym dziwakiem wędrującym po ostępach i spędzającym strasznie dużo czasu w stodołach i wokół nich. Wszelkie zbrodnie, które popełniła, można było przypisać mi tak łatwo, jak jej pierwsze morderstwa zostały przypisane biednemu Gundersonowi. Weszłam w jej pętlę, nawet o tym nie wiedząc. Nie musiała mi mówić, że „to” to kolejne dziecko, moja inicjacja odebrała życie biednemu dziecku.

Gdybym zignorował jej notatkę, znalazłaby mnie i prawdopodobnie przy okazji skrzywdziłaby innych ludzi. Gdybym przyszedł z glinami, zabiłaby chłopca i zniknęła. O ile gliniarze wiedzieli, prowadziłem ich do własnego, podpisanego zeznania.

Nie miałem złudzeń, że gdybym ją spotkał, mógłbym z nią porozmawiać. Z jej notatki brzmiało, jakby była bardzo zajęta przez lata i nic, co mogłem jej powiedzieć, nie mogło jej przekonać, by zwróciła się do władz. Musiałem ją jakoś powstrzymać, ale przez całe życie nie miałem pojęcia, jak to zrobić.

Było to popołudnie, zanim zebrałem wolę stawienia jej czoła. Na kuchennym blacie zostawiłem notatkę Maddie, wyblakłą gazetę i własną notatkę. Wyjaśniłem w nim wszystko najlepiej, jak umiałem, w tym, co uważałem za bardzo prawdopodobne wydarzenie mojej własnej śmierci. Mogłem tylko mieć nadzieję, że władzom wystarczy, że ją odnajdą i schwytają, zanim będzie mogła ponownie zabić.

Przyszedłem nieuzbrojony, bez noża kuchennego, który mnie chronił. Czułam się bez niej nago, ale w głębi duszy wiedziałam, że szanse dziecka będą większe, jeśli przyjdę do Maddie bez agresji. W każdym razie miała znacznie większe doświadczenie ze śmiercionośną bronią, byłem beznadziejnie pokonany.

Dokładna lokalizacja naszego „domu klubowego” wciąż mi umykała, ale moja obszerna eksploracja okolicy nieco mi pomogła, wraz ze wskazówką dotyczącą wiejskiej drogi podaną w artykule prasowym. Dzięki zdjęciom satelitarnym dostarczonym przez internet udało mi się zawęzić lokalizację obory do kilku silnych kandydatów. Miałem tylko nadzieję, że znajdę tę właściwą, zanim się niecierpliwi.

Mimo całej mojej, co prawda beznadziejnej pracy detektywistycznej, poszukiwania szły wolno. Pierwsza stodoła, którą wypróbowałem, spłonęła kiedyś w okresie między fotografią satelitarną a teraz. Pozostało tylko kilka zwęglonych belek. Zmarnowałem większą część godziny na wędrówkę do tego miejsca, a każda mijająca chwila wydawała się chwilą bliżej zagłady.

Pobiegłem z powrotem do samochodu i pojechałem do następnego miejsca tak szybko, jak się odważyłem. Od czasu do czasu mijałem kierowców, rolników i innych mieszkańców, którzy prawdopodobnie rozpoznawali mój pojazd. Z pewnością teraz brakowało dziecka i nie mogłem sobie pozwolić na zwrócenie na siebie uwagi. Spojrzałam na zegarek i zaklęłam. Gdybym jej wkrótce nie znalazł, byłbym zmuszony stawić jej czoła po zmroku.

Myśl o rosnącej żądzy krwi Maddie nigdy nie była daleko od mojego umysłu. Jak długo istota taka jak ona mogła powstrzymać swoje mordercze odruchy? Jej kanibalistyczne impulsy? Nie mam pojęcia. Mogłem tylko mieć nadzieję, że cokolwiek ode mnie chce, wystarczy, by powstrzymać jej rękę.

Druga stodoła nadal stała, ale od razu wiedziałem, że to też ślepy zaułek. Nie wywołało to we mnie żadnego uczucia, żadnego okropnego wspomnienia. Sprawdziłem, czy jest w środku, i stwierdziłem, że jest pusty, z wyjątkiem kilku ptaków gniazdujących na krokwiach. Krzyknęli i uciekli, pozostawiając po sobie delikatny śnieg z odrzuconych piór. Więcej straconego czasu.

Jakoś wiedziałem, że trzeci kandydat okaże się moim ostatecznym celem. Wiedziałem o tym, gdy tylko wyszedłem z samochodu i udałem się do lasu za drogą. Ścieżka wciąż tam była, ponieważ Maddie wiedziała, że ​​ją znajdę. Wiele lat temu zawiązała szmatkę wokół gałęzi drzewa i chociaż z pewnością zgniła w ciągu dziesięcioleci, inna zajęła jej miejsce. Szlak był zarośnięty, ale wciąż widziałem jego ducha. W gasnącym świetle las wydawał się niemożliwie ciemny. Wszedłem z latarką w dłoni.

Kiedy brnąłem przez zarośla, z powrotem do mnie powracały wspomnienia. Przypomniałem sobie niewinny czas, kiedy nie miałem pojęcia o ciemniejszej stronie Maddie. Przypomniałem sobie mojego pierwszego i najlepszego przyjaciela, osobę, którą ubóstwiałem. Osoba, która zawsze miała czas dla swojego młodszego brata. Osoba, która zawsze okazywała mi życzliwość, nauczyła mnie czytać i zachęcała do moich najwcześniejszych twórczych wysiłków. Była tam dla mnie w sposób, w jaki moi rodzice nigdy nie pasowali.

Przypomniałem sobie powstanie klubu, miejsca tylko dla nas, w którym obiecała, że ​​nauczy mnie wszystkich sekretów, które starsze dzieci znały, a których zakazali dorośli. Wszystko to pod pretekstem pokierowania moją drogą ku wspaniałej przyszłości i niewypowiedzianym sukcesom. Zrobiłem wszystko, o co poprosiła, pragnąc tylko zobaczyć jej uśmiech. Ten dziwny uśmiech, który tak bardzo kochałem. Zrobiłem to, co kazała, nawet kiedy mnie to przerażało.

Wkrótce jej kuratela zaczęła stawać się dziwna i straszna. Chociaż moja miłość do niej płonęła równie jasno jak zawsze, zacząłem się jej bać. Zacząłem się bać jej lekcji i tego, co, jak rozumiem, reprezentuje dorosłość. Kiedy w końcu oblałem jej test, zobaczyłem jej stronę, której wcześniej nie podejrzewano. Widziałem jej wściekłość. Widziałem, jak chwyta głowę wrzeszczącego baranka i łamie ją z okropnym rykiem. Następnym razem posłuchałem. Kot. Skała. Jak blisko byłam w końcu, by stać się taka jak ona?

Włączyłem latarkę, ale światło zgasło na tyle, że utrudniło mi poruszanie się między drzewami i zaroślami. Poczułem na sobie wzrok ze wszystkich stron i powiedziałem sobie, że to tylko paranoja. Każdy krok był aktem woli. Gdzieś tam w rosnącej ciemności mogłem poczuć stodołę, nasz klub. Czułem jego przyciąganie. Było blisko.

W końcu mogłem zobaczyć jego kształt majaczący przez przerzedzający się las. Wydawało mi się, że wysoko na strychu siana widzę słaby blask. To było to. Nie mogłem zawrócić, nie odważyłem się. Jakoś wiedziałem, że wiedziała, że ​​przybyłem. Wszedłem na polanę, na podwórze. Drzwi były uchylone, zachęcając.

Pamięć mięśni prowadziła mnie przez zwroty akcji rozpadu. Zignorowałem ścieżki ślepych zaułków i serpentyn, które powstały zarówno przez nieostrożność tych, którzy je opuścili, jak i te stworzone przez samą Maddie, kiedy była małym dzieckiem. Tym razem było o wiele łatwiej niż w moim ostatnim, strasznym śnie. Panikę tamtej nocy zastąpił dziwny spokój i miałem latarkę, która prowadziła mnie z dala od zębów i pułapek.

"Jasio!" Głos zawołał z ciemności.

Zamarłam, a moje serce waliło, a strach płynął w górę iw dół. To była ona, to była Maddie.

„Tak się cieszę, że ci się udało, zaczynałem się martwić, że nie przyjdziesz! Czy już wszystko pamiętasz? Cóż, nieważne, pomogę ci wypełnić puste miejsca, gdy tu dotrzesz! Mamy dużo czasu na rozmowę ”.

Nie odpowiedziałem, nie mogłem. Po jakimś czasie znowu zmusiłem się do przodu. Promień latarki tworzył groteskowe cienie z dziwnych maszyn. Upiorne twarze podskoczyły i rzuciły się na mnie, pazurami brzytwy przesunęły się po mojej twarzy i prawie słyszałem okrutny śmiech tych widm. Próbowałem ich zignorować. Prawdziwy potwór czekał. Byłem blisko.

„Tak bardzo za tobą tęskniłem, Johnny!” Ona zadzwoniła.

Niemal mogłem uwierzyć w jej miły ton. Duch miłości, którą kiedyś do niej czułem, wzbił się nieproszony gdzieś z głębi. Nadal nie śmiałem uwierzyć, że mogę się z nią skontaktować. Teraz już niewiele dalej.

„Przez te wszystkie lata było tak samotnie, ale nigdy nie przestałem o tobie myśleć. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Johnny. Chcę się z wami wszystkim podzielić. Nadal możemy! ”

Skręciłem w kolejny róg, ściany zbudowane z bel drutu kolczastego. W mojej głowie wyrósł obraz zamku Śpiącej Królewny i straszliwej ciernistej jeżyny, która wyrosła wokół niego. Kolejna z historii Maddie. Zawsze wyobrażałem ją sobie jako księżniczkę, uwięzioną we własnym umyśle tak samo jak magicznie ufortyfikowany zamek. Myśl, że jestem jej księciem, budziła w moim dorosłym umyśle nieprzyjemne konotacje.

Przez wąską ścieżkę w cierniach zobaczyłem drabinę prowadzącą na strych na siano. Wejście do zamku. W tej bajce w górze czekała zła wiedźma. Za drabiną znajdował się rzadki otwarty kawałek klepiska, na którym składano ofiary i grzebano maleńkie ciała. Wspiąłem się po drabinie do czekającego mnie przeznaczenia.

Jej dłoń chwyciła moją, gdy po omacku ​​dotknąłem drewnianej platformy na strychu siana. Sapnąłem i prawie upadłem na poszarpany bałagan poniżej. Zamiast tego wyciągnęła mnie na względnie solidny grunt. To był prawie cud, że drewno nie zgniło. Nadal nie ufałem jej bardziej niż mojej obecnej firmie. Odsunąłem się od niej tak daleko, jak pozwalała na to ograniczona przestrzeń.

Kiedy moje łomoczące serce zwolniło z potworną powolnością, zdałem sobie sprawę, że jesteśmy sami na strychu. Nie było dziecka. Maddie, zostawiając mi miejsce, skinęła ze współczuciem głową z przeciwnej strony. Obok niej świeciła słabo elektryczna latarnia, oświetlając jej prowizoryczny obóz. Posłanie i zapas konserw, które rozpoznałem jako pochodzące z mojej spiżarni.

"Dzieciak?" Zapytałem, w końcu mogłem mówić.

Maddie uśmiechnęła się. „Jesteśmy tylko ty i ja, braciszku. Przepraszam, nie chciałem cię oszukiwać jak wszystkich innych. Chciałem się tylko upewnić, że będziemy mieć ten czas sami, a policja nie mogła nam przeszkodzić. Rozumiesz, prawda? ”

"Co chcesz?" Zapytałam.

„Mówiłam ci, dzieciaku”, odpowiedziała: „Chcę tylko porozmawiać o dawnych czasach. Naprawdę nie zamierzałem cię skrzywdzić tamtej nocy, naprawdę. Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić i zrozumiałem, że nie jesteś jeszcze gotowy. To było jak baranek, pamiętasz? Bałeś się wtedy, ale wkrótce byłeś na to gotowy. Byłem z ciebie taki dumny, kiedy zmiażdżyłeś czaszkę tego kota. Mogę powiedzieć, że to kochałeś. Moc! Ale to nic w porównaniu z ludzkim życiem. Bóg!"

„Ja nie!” Płakałem: „Nie podobało mi się to. To było obrzydliwe! Żałuję, że nigdy tego nie zrobiłem, chciałbym móc zapomnieć o tym na zawsze ”.

"Kochałeś to." - powiedziała Maddie z naciskiem. - Myślę, że ty też o tym wiesz. Widziałem twój obraz, widziałem wyraz twojej twarzy. Położyłeś to tam, było tak jak tamtej nocy. To było cudowne, Johnny. Zawsze wiedziałem, że masz talent. To dar, dar od Boga, i to jest to samo, naprawdę jest! Gdybym tylko spędził z tobą trochę więcej czasu, mógłbym cię nauczyć rozumieć, że niszczenie jest równie piękne, równie radosne jak tworzenie! "

„Nie…” jęknąłem, ale coś we mnie mogło zobaczyć prawdę w jej słowach. Pamiętałem tę straszną, straszną radość. Choć było to odrażające i niewyobrażalne, jakaś jego iskra świeciła w przestrzeni, którą mój budzący się umysł zamknął. Ale ja nie byłem taki jak ona! I co z tego, że poczułem oczekiwanie i strach, kiedy prowadziliśmy tego chłopca do klubu? W końcu odwróciłem się od zniszczenia, zaprzeczyłem jej naukom. Uciekłem i objąłem stworzenie.

„Wiem, dzieciaku”. Uśmiechnęła się. „To było za wcześnie. Byłem nieostrożny, jak powiedziałem. Odrobina powściągliwości uczyniłaby wielką różnicę, ale twoja starsza siostra nie nauczyła się jeszcze kontrolować jej… pragnień. Dlatego cię nie winiłem ”.

- Za to, że wszystko im powiedziałeś? Zapytałem: „Za opowiedzenie mamie o zwierzętach i chłopcu? Klub? ”

„Mama już wiedziała”, powiedziała mi Maddie. - A przynajmniej podejrzewała. Przynajmniej mnie podejrzewała. Nie jestem pewien, jak dokładnie. Matki mają na to sposób, więc muszę to zrozumieć. Wiedziała, rozumiesz? Wiedziała i spojrzała w drugą stronę. O ile mi wiadomo, milczące pozwolenie. Nie to, że obchodziło mnie to, co ona lub tata myśleli. Z pewnością nigdy nie obchodziło ich to, co zrobiłem. Nie po tym, jak się urodziłeś. O to też cię nie winię. Mówię tylko, że żadne z nich nie poradziłoby sobie z problemem, byli zadowoleni z ignorowania go, dopóki nie wymknął się spod kontroli. Albo uciec od tego, zostawiając go w spokoju. "

„Co się stało po tamtej nocy? Po tym, jak im powiedziałem? Zapytałam. Nagle przypomniałem sobie, jak stałem w ciemnym korytarzu i słuchałem krzyczącej walki między nimi trzema. "Wróciłeś."

"Tak to prawda. Musiałem im powiedzieć, że zmusiłem cię do zrobienia tych wszystkich rzeczy, nie mogłem pozwolić ci upaść. Próbowałem wyjaśnić, dlaczego zrobiłem to, co zrobiłem, miałem nadzieję, że zrozumieją. Nie mogli lub nie chcieli. Do diabła, chyba ledwo rozumiałem, dlaczego to zrobiłem, tylko że dobrze było to zrobić. Jak nic innego, nie seks, nie narkotyki. Nic w porównaniu. Nigdy nie czułem się żywy, bo inaczej czułem, że nic innego na świecie nie jest prawdziwe. Nic w porównaniu z uczuciem, jakie miałem, kiedy odebrałem życie, kiedy skosztowałem mięsa. Bóg!"

"Co powiedzieli?" Zapytałem: „Co oni zrobili?”

"Co oni zrobili?" Powtórzyła: „Krzyczeli, krzyczeli, zgrzytali zębami i drżeli z własnej nieszczęsnej fortuny. Powiedzieli mi, że jestem chory, że potrzebuję pomocy. Chcieli, żebym przestał. Wolałbym umrzeć. Zatrzymać jest umrzeć. Nie mogłem. Pobiegłem. Nie próbowali mnie powstrzymać. Zadzwonili na policję i zgłosili ucieczkę. Kiedy minęło wystarczająco dużo czasu i nie wróciłem po nich, uznano mnie za zmarłego. Zabrali cię tak szybko, jak mogli ”.

- Ale z pewnością byłby zapis twojej śmierci, prawda? Zapytałem zmieszany: „Powinienem był znaleźć to w Internecie”.

„Och, to łatwe. Prawdopodobnie gdzieś jest płyta, nieważne jak bardzo starałem się zatrzeć ślady i nieważne, jak bardzo nasi rodzice starali się ukryć prawdę. Dlatego zmienili nazwę. Twoje też."

- Oczywiście - mruknąłem. To było takie proste, powinienem był o tym pomyśleć.

„Reszta”, powiedziała mi, „o ile wiem, to proste programowanie. Byłeś taki młody, taki giętki. Nie znam szczegółów, oczywiście, ale dostali jakiegoś psychiatrę, który wypełnił twoją głowę bzdurami i… i dali ci do cholery myśl, że nigdy nie istniałem i że wszystkie te chwile, które spędziliśmy razem, były tylko koszmarami i marzeniami na jawie ! Naprawdę ci zrobili numer, braciszku. Boże, żałuję, że ich też nie zabiłem. Nadal mógłbym, wiem, gdzie oni są ”.

Byłem oniemiały, ale to wszystko miało sens. Jeszcze kilka tygodni temu moja mama wciąż robiła te sztuczki. Wciąż przymykając oko. Mógłbym jej za to nienawidzić, ale nadal nie chciałem, żeby umarła.

„Maddie, może mama i tata nie byli najlepszymi rodzicami, ale nie możesz ich zabić! Proszę, proszę, musisz przestać! Nie masz racji!"

Maddie tylko patrzyła na mnie z zimnymi oczami i zaciśniętymi ustami. Mój żołądek opadł o kilka pięter, a mózg pulsował zakłóceniami, nadejściem paniki. Znałem to spojrzenie od lat. Od pierwszego testu. Jagnię. Nadchodziła wściekłość.

"BEZ PRAWA?!" Ryknęła, ścięgna na jej szyi stanęły z wyraźną ulgą. Po raz pierwszy zauważyłem falowanie mięśni pod jej skórą, jak zawodniczka mieszanych sztuk walki. Musiała spędzić lata, trenując swoje ciało w maszynę równie potężną i niesamowitą jak kadłuby, które rdzewieją pod nami. Podeszła do mnie, a ja próbowałem cofnąć się do ściany. Nagle żałuję, że nie przyniosłem broni.

"BEZ PRAWA!? Kto decyduje, co jest słuszne, bracie? Czy to było słuszne, żeby te dranie odwróciły się ode mnie, zabrały cię i napełniły twoją głowę kłamstwami? Jestem jedynym, który kiedykolwiek powiedział ci prawdę, a ty bierzesz ICH STRONĘ !? ”

Ryknęła i skoczyła na mnie. Jakoś przetoczyłem się w czasie. Starożytne deski zatrzeszczały groźnie pod jej uderzeniem. Okno za moimi plecami było otwarte, a jedyna rzecz, która oddzielała mnie od wychodzenia na otwarte powietrze, była krótka ściana.

"Zatrzymać! Maddie, proszę! ” Błagałem: „Przestań, porozmawiajmy o tym!”

„Za późno, dzieciaku”. Powiedziała, podchodząc do mnie. Znowu próbowałem się wydostać, ale nie było dokąd. „Chciałem porozmawiać, ale podnieciłeś mnie! Tak jak inni, ty sukinsynu! ”

Płynnym ruchem znowu na mnie skoczyła, wyciągając nóż z pochwy na biodrze. Tym razem nie byłem wystarczająco szybki, ostrze wypłynęło z mojego lewego ramienia, piekąc ból. Zakrwawiony nóż lśnił czernią w świetle księżyca. Uderzenie ponownie wstrząsnęło zgniłymi deskami i poczuły się strasznie bliskie zawalenia. Odskoczyłem, ale była gotowa.

Błagałem ją raz po raz, żeby przestała, ale widok mojej krwi tylko potęgował jej wściekłość. Przeciągnęła ostrzem w przód iw tył, gdy cofałem się i uchylałem desperacko, ale z ograniczonym sukcesem. Krwawiłam teraz z kilku ran na piersi i ramionach. Niektóre były płytkie, inne okropnie głębokie. Omal nie umarłam.

W końcu zmęczona swoją grą w kotka i myszkę Maddie zaatakowała mnie i powaliła na ziemię. Uniosła krwawy nóż, by zadać śmiertelny cios, kiedy deski podłogowe w końcu ustąpiły.

Wydawało się, że upadliśmy na zawsze.

Upadłem ciężko na ramię i poczułem, jak pękło, i krzyknąłem z bólu, którego nigdy wcześniej nie podejrzewano. Gdzieś przez tę bolesną mgiełkę słyszałem również krzyk Maddie. Spojrzałem i zobaczyłem, jak krwawi z własnych ran. Gwoździe i odłamki drewna przebiły jej bok w miejscu, w którym wylądowała. Żadnych śmiertelnych ran, ale jako gestalt wystarczyło, by zajęła ją minutę.

Zacisnęłam zęby i przygotowałam się do ruchu. Uciec. Na wpół się czołgałem, na wpół szedłem w stronę lasu jeżyn, krwawiącego w tysiącach miejsc. Trzymałem moje zdruzgotane ramię jedną wciąż całą i skupiłem całą swoją energię na tym, by nie stracić przytomności. Jeden krok. Inne. Inne.

Ręka chwyciła moją stopę i banshee wrzasnęła gdzieś za mną. Upadłem na ziemię, próbując bezskutecznie ochronić moje ramię. Ciemność zatarła się wokół mojej wizji, miałem umrzeć.

„Nuh-uh, dzieciaku. Jeszcze tu nie skończyliśmy - warknął Minotaur. Jej oczy błyszczały w gasnącym świetle latarni, która wylądowała gdzieś w pobliżu. Coś jeszcze świeciło. Nie byłam pewna, co, czerń wciskała się zbyt głęboko. Było blisko. Osiągnąłem. Wczołgała się po moim leżącym na brzuchu ciele. Moje ramię śpiewało porywającą symfonię oburzenia.

Zła Czarownica była nade mną, okrakiem po moich bokach. Patrzyła mi w oczy, ale nie widziałem tam życia. Tylko śmierć. Wyszczerzyła na mnie zęby. Wydawały się strasznie ostre. Moja szyja była strasznie odsłonięta. Moja ręka znalazła lśniącą rzecz, której szukała. Z całej pozostałej siły rzuciłem lśniącą rzeczą w Maddie. Było tego więcej, niż myślałem.

Maddie-Thing znowu wrzasnęła i chwyciła się za szyję. Coś tam wyrosło, wystając z podstawy, gdzie szyja stykała się z ramieniem. Stoczyła się ze mnie, wciąż krzycząc. W słabym świetle zobaczyłem, że błyszczącą rzeczą był jej nóż. Jakoś znalazłem siłę, by wstać i wczołgać się do niej. Jej krzyki ucichły, zanim do niej dotarłem.

Spojrzałem na moją siostrę, a jej twarz stała się spokojna. Wściekłość w końcu opadła. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, a łzy napłynęły jej do oczu. Uwielbiałem, kiedy się do mnie uśmiechała. Jakoś zapomniałem o bólu, zapomniałem o umieraniu. Chciałem jej coś powiedzieć, ale nie wiedziałem, co to było.

Ona też miała mi coś do powiedzenia i wiedziała, co to było. Powiedziała: „Och, dzieciaku. Czy jestem twój pierwszy? ”

Potem Maddie zmarła.

Niewiele pamiętam z reszty tej nocy. Jakoś udało mi się zadzwonić pod numer 911 i jakoś skierowałem ich do tej odległej stodoły. Może namierzyli moją komórkę, nie wiem. Mogę tylko powiedzieć na pewno, że w końcu obudziłem się w szpitalu.

Policja miała do mnie przewidywalny atak, chociaż byli na tyle uprzejmi, że zaczekali, aż będę wystarczająco przytomny, aby na nie odpowiedzieć. Odpowiedziałem na ich pytania tak szczerze, jak to tylko możliwe, w tym przyznając, że zabiłem swoją siostrę. Wydawało się, że przyjęli moją prośbę o samoobronę, chociaż przypuszczam, że nie będę wiedział na pewno, dopóki sprawa nie trafi do sądu.

Słyszałem od Lisy, zanim usłyszałem od mamy lub taty. Zadzwoniła do mnie do szpitala z własną falą pytań. Na szczęście, jak zwykle, nie wymagała odpowiedzi na większość z nich. Po ustaleniu, że przeżyję kontuzje, wróciła do interesów. Zapewniła mnie, że zajmie się dobroczyńcami, ale zdecydowałem się kontynuować projekt.

Mama i tata w końcu zadzwonili, ale nie mogłem odebrać żadnego z nich. Nie byłem gotowy na rozmowę, którą mieliśmy nadejść.

Kiedy w końcu zdążyłem pomyśleć o wszystkim, co się wydarzyło, o historii, która zaczęła się, gdy miałem zaledwie cztery lata, nie wiedziałem, jak się czuć. Była potworem. Psychopata, morderca i kanibal. Próbowała upodobnić mnie do siebie. Była moją siostrą. Kochałem ją. Chciałem być taki jak ona.

Nie wiem, co przyniesie mi przyszłość, ale moja przeszłość jest jaśniejsza niż kiedykolwiek.

Pamiętam wszystko.

Pamiętam Maddie.




Jeszcze bez komentarzy

Pomocne artykuły o miłości, związkach i życiu, które odmienią Cię na lepsze
Wiodąca witryna poświęcona stylowi życia i kulturze. Tutaj znajdziesz wiele przydatnych informacji o miłości i związkach. Wiele ciekawych historii i pomysłów